Narzędzia są coraz droższe. A nadal należą do najłatwiejszych rzeczy do wyniesienia z budowy
Samochód trzeba otworzyć i wyjechać. Koparkę trudno zabrać niezauważenie. Wkrętarkę, laser albo niwelator wystarczy wziąć z busa. Dlatego GPS do wszystkiego nie ma ekonomicznego sensu.
Samochód trzeba otworzyć, uruchomić i wyjechać nim z placu.
Maszynę budowlaną ważącą kilka ton również trudno zabrać niezauważenie.
A elektronarzędzia?
Wystarczy otworzyć busa, kontener albo skrzynię. Wziąć walizkę i odejść.
W środku może być wkrętarka za kilka tysięcy, laser, niwelator, zaciskarka, kamera inspekcyjna albo komplet urządzeń, których wartość spokojnie przekracza kilkanaście tysięcy złotych.
Co gorsza, brak jednego specjalistycznego narzędzia potrafi kosztować więcej niż samo narzędzie.
Ekipa przyjeżdża rano na budowę i okazuje się, że sprzętu nie ma. Trzeba go kupić, pożyczyć albo czekać. Robota stoi.
I właśnie narzędzia są ciekawym przykładem rzeczy, przy których klasyczny monitoring GPS nie zawsze jest najlepszą odpowiedzią. Bo nie każde narzędzie warto zabezpieczać w ten sam sposób.
Wiertarka za 600 zł i niwelator za 15 000 zł to dwa różne problemy.
Wiertarka za 600 zł i niwelator za 15 000 zł to dwa różne problemy
Możemy oczywiście powiedzieć: włóżmy GPS do wszystkiego.
Tylko ekonomicznie nie miałoby to większego sensu.
Jeżeli firma ma 300 elektronarzędzi, znacznie ciekawsze jest podzielenie sprzętu na grupy.
Najdroższe urządzenia chcemy móc odnaleźć również wtedy, kiedy opuszczą budowę. Mniejsze elektronarzędzia chcemy przede wszystkim zinwentaryzować i wiedzieć, czy nadal znajdują się tam, gdzie powinny. Skrzynie i zestawy narzędziowe możemy dodatkowo obserwować pod kątem ruchu czy otwarcia. A w magazynie lub dużym zapleczu możemy zejść jeszcze niżej i wiedzieć nawet, w której części obiektu znajduje się konkretny sprzęt.
Dopiero takie podejście zaczyna być ekonomiczne. To ten sam sposób myślenia, który opisujemy przy monitoringu elektronarzędzi: najpierw pytanie, co chcemy wiedzieć, dopiero potem urządzenie.
Najprostszy wariant: narzędzie ma swoją elektroniczną „metkę”
Do wkrętarki, młota, lasera, zagęszczarki czy walizki można przypisać niewielki EYE Beacon.
Sam beacon nie jest GPS-em. Nadaje swój unikalny identyfikator przez Bluetooth. Jego bateria przy odpowiedniej konfiguracji może według Teltoniki działać nawet przez wiele lat, a obudowa ma klasę IP67.
Po co nam coś takiego?
Wyobraźmy sobie busa ekipy. W systemie mamy:
- Makita 01
- Hilti 04
- Laser 02
- Zaciskarka 01
- Kamera inspekcyjna 03
W samochodzie znajduje się urządzenie Teltoniki odbierające sygnały beaconów. Ekipa wraca z budowy. System może sprawdzić, które oznaczone urządzenia wróciły razem z samochodem.
Nagle zamiast wieczornego „kto ostatni miał laser?” możemy mieć informację, że laser był jeszcze widziany przy aucie na konkretnej budowie, a później przestał być wykrywany.
To nie jest zabezpieczenie antykradzieżowe w takim znaczeniu jak samodzielny lokalizator GPS. Ale przy kilkudziesięciu czy kilkuset narzędziach może rozwiązać inny, bardzo częsty problem: gdzie właściwie jest nasz sprzęt?
Przy łyżkach, młotach i zagęszczarkach bez własnego zasilania ten sam mechanizm opisaliśmy osobno: jak kontrolować osprzęt beaconem. Elektronarzędzia w busie to sąsiadujący problem, tylko inna skala i inna wartość sztuki.
A co z drogim sprzętem, który naprawdę chcemy odzyskać?
Tutaj zmienia się podejście.
Niwelator za kilkanaście tysięcy. Specjalistyczny miernik. Agregat. Spawarka. Droga zagęszczarka. Skrzynia zawierająca kilka wartościowych urządzeń.
W takim przypadku sens zaczyna mieć autonomiczny lokalizator posiadający własne GNSS, LTE i baterię.
Jednym z rozwiązań, które wykorzystujemy do takich zastosowań, jest Teltonika TAT240.
Urządzenie może przez większość czasu pozostawać uśpione i okresowo przekazywać pozycję. Ma również akcelerometr oraz funkcję wykrywania naruszenia mocowania. W przypadku odpowiedniej konfiguracji zdarzenie tamper może uruchomić tryb Recovery, w którym lokalizator zaczyna raportować znacznie częściej.
Czas pracy baterii zależy od tego, jak często urządzenie ma się odzywać. Nie ma jednej liczby „na wszystkie TAT-y”. To dobieramy do scenariusza, tak jak przy sprzęcie bez stałego zasilania.
I tutaj dochodzimy do rzeczy, która w zabezpieczaniu narzędzi jest szczególnie interesująca.
Złodziej nie musi wiedzieć, że coś śledzimy
Duży napis GPS PROTECTED ma swoje zalety odstraszające.
Ale przy części sprzętu możemy chcieć czegoś dokładnie odwrotnego.
Lokalizator znajduje się w skrzyni, obudowie albo innym miejscu niewidocznym podczas normalnego użytkowania. Ktoś zabiera urządzenie. Nie szuka GPS-u, bo nie spodziewa się, że w ogóle tam jest.
Sprzęt zaczyna się przemieszczać. System otrzymuje kolejne informacje o jego położeniu.
Oczywiście żaden system telemetryczny nie daje gwarancji odzyskania skradzionej rzeczy. Można zagłuszyć sygnał, urządzenie może znaleźć się pod ziemią albo lokalizator może zostać odnaleziony.
Ale złodziej musi najpierw wiedzieć, czego szukać.
Nie każde urządzenie musi spać przez kilka lat
Jest też druga grupa zastosowań. Sprzęt, przy którym możemy pozwolić sobie na częstsze ładowanie albo mamy dostęp do zasilania.
Tutaj ciekawym urządzeniem jest ATC700 — niewielki tracker LTE/GNSS z własnym akumulatorem. Może pracować w trybie zależnym od ruchu: po wykryciu przemieszczania zmienia sposób zbierania i wysyłania danych.
To daje nam inną filozofię działania:
- sprzęt stoi → urządzenie oszczędza energię
- sprzęt zaczyna się poruszać → monitoring reaguje
W przypadku urządzeń mających własny akumulator albo miejsce, w którym możemy bezpiecznie doprowadzić odpowiednie zasilanie, możemy również zaprojektować rozwiązanie z okresowym doładowywaniem trackera.
Nie oznacza to oczywiście, że zaczynamy lutować coś przypadkowo do pakietów 18 V elektronarzędzi. Zasilanie dobiera się do konkretnego urządzenia i wykonuje z odpowiednim zabezpieczeniem.
Ale przy większych elektronarzędziach, agregatach, maszynach akumulatorowych czy wyposażeniu mobilnym otwiera nam to kolejne możliwości.
A jeżeli ktoś tylko otworzy skrzynię?
Tutaj ciekawie zaczyna działać EYE Sensor.
To nadal niewielkie urządzenie Bluetooth, ale oprócz identyfikacji posiada między innymi detekcję ruchu, magnesu, a także temperatury i wilgotności.
Wyobraźmy sobie skrzynię zawierającą drogi sprzęt pomiarowy. Normalnie leży zamknięta w aucie. Sensor może dostarczyć informacji o jej ruchu albo zmianie stanu magnesu.
Nie musimy montować pełnego lokalizatora na każdym elemencie wewnątrz. Monitorujemy cały zestaw.
To samo może dotyczyć skrzyni serwisowej, kontenera z wyposażeniem czy mobilnego magazynku. I tutaj możliwości robią się już bardzo szerokie.
Budowa też może być geostrefą
Sprzęt wyposażony w samodzielny lokalizator widzimy w Wialonie. Na mapie możemy narysować obszar budowy i stworzyć geostrefę.
Jeżeli urządzenie powinno znajdować się na terenie inwestycji, system może reagować na jej opuszczenie. Wialon Lite obsługuje geostrefy oraz powiadomienia o wejściu i wyjściu urządzenia z określonego obszaru.
Czyli:
- 14:37 — sprzęt znajduje się na budowie
- 14:42 — wykryto ruch
- 14:48 — urządzenie opuszcza teren budowy
- → powiadomienie
To już jest znacznie bardziej użyteczne niż sprawdzanie raz na kilka godzin kropki na mapie.
A scenariusz można dopasować do konkretnej firmy. Bo być może sprzęt może opuszczać budowę od poniedziałku do piątku między 7:00 a 16:00. Ale jego wyjazd o 23:40 w niedzielę jest zupełnie innym zdarzeniem.
Szerzej o tym, jak ustawiamy takie strefy, piszemy w tekście jak działa geofence w monitoringu maszyn.
Jest jeszcze jeden problem: „wiemy, że jest w magazynie. Tylko gdzie?”
Przy większej liczbie narzędzi GPS przestaje być użyteczny, gdy wchodzimy pod dach.
Informacja „znajduje się przy adresie magazynu” nie rozwiązuje problemu, jeżeli ktoś od pół godziny szuka konkretnego urządzenia na hali.
I tutaj Wialon zrobił ostatnio ciekawy krok. Platforma obsługuje już indoor asset tracking, wykorzystujący urządzenia Teltoniki pracujące w sieci Wirepas Mesh. System może pokazać nie tylko budynek, ale również piętro i strefę, w której ostatnio wykryto dany przedmiot.
Czyli przy odpowiedniej infrastrukturze pytanie „gdzie jest zagęszczarka 12?” może przestać oznaczać „gdzieś w magazynie”. A zacząć: Hala 2 → strefa serwisowa.
Dla firmy posiadającej kilkaset urządzeń taki system nie jest już tylko ochroną przed kradzieżą. To również zarządzanie majątkiem.
To nie jest pierwszy krok dla każdej ekipy z jednym busem. To wariant dla magazynu, w którym GPS naprawdę kończy się na bramie.
I właśnie dlatego nie ma jednego „GPS-u do narzędzi”
To byłoby najprostsze hasło reklamowe. Ale nie byłoby szczególnie mądre.
Dobrze zaprojektowany system może wyglądać tak:
| Sprzęt | Rozwiązanie |
|---|---|
| Duża liczba drobnych elektronarzędzi | EYE Beacon / identyfikacja BLE |
| Droga walizka lub zestaw | EYE Sensor + opcjonalnie lokalizator |
| Niwelator, specjalistyczny sprzęt | autonomiczny tracker GNSS/LTE |
| Sprzęt narażony na kradzież | TAT240 + reakcja na ruch/tamper |
| Sprzęt regularnie ładowany | ATC700 / rozwiązanie z doładowywaniem |
| Agregat, zagęszczarka, większa maszyna | tracker dopasowany do zasilania maszyny |
| Magazyn z setkami aktywów | system indoor + tagi Mesh |
Nie zabezpieczamy wkrętarki za 500 zł tak samo jak urządzenia za 20 000 zł. I właśnie dzięki temu całość może mieć ekonomiczny sens.
Najciekawszy alarm to ten, którego nigdy nie chcemy zobaczyć
Wyobraźmy sobie firmę instalacyjną.
W piątek wieczorem samochód zostaje na bazie. W środku są elektronarzędzia. Droższy sprzęt ma własne trackery. Pozostałe urządzenia są oznaczone beaconami.
O 2:17 system wykrywa ruch jednego z zabezpieczonych urządzeń. Kilka minut później sprzęt opuszcza zdefiniowany teren. Telefon właściciela dostaje powiadomienie.
Osoba zabierająca sprzęt może nawet nie wiedzieć, że cokolwiek zostało uruchomione.
I właśnie ta dyskrecja może być jedną z największych zalet.
Nie twierdzimy, że elektronika wyeliminuje kradzieże. Nie wyeliminuje. Ale możemy sprawić, że zabranie narzędzia nie będzie już oznaczało automatycznie utraty wszelkiej informacji o nim.
Żuraw, wiertarka i agregat mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje
W poprzednim artykule pokazaliśmy, jak z kilku prostych sygnałów można zbudować obraz pracy żurawia wieżowego.
W przypadku narzędzi filozofia jest dokładnie taka sama.
Nie zaczynamy od urządzenia. Zaczynamy od pytania: co chcemy wiedzieć?
- Czy sprzęt nadal jest na budowie?
- Czy wrócił z ekipą do bazy?
- Czy ktoś go ruszył?
- Czy opuścił teren inwestycji?
- Czy chcemy znać jego pozycję po kradzieży?
- Czy wystarczy nam informacja, w którym magazynie lub samochodzie się znajduje?
Dopiero później dobieramy technologię.
Czasami wystarczy beacon kosztujący ułamek wartości elektronarzędzia. Czasami potrzebny jest autonomiczny GPS. A czasami największą wartością nie jest ochrona przed złodziejem, tylko odpowiedź na pytanie, które zna chyba każda firma posiadająca dużo sprzętu:
„Kto ma teraz tę cholerną maszynę?”
Najczęstsze pytania
Czy EYE Beacon chroni wkrętarkę tak jak lokalizator GPS?
Kiedy TAT240 ma sens przy narzędziach?
Czy trzeba oznaczać GPS-em każde elektronarzędzie w firmie?
Czy monitoring działa, gdy narzędzie stoi w magazynie?
// Następny krok
Chcesz wiedzieć, gdzie są narzędzia, a nie tylko że zniknęły?
Dobierzemy beacon, sensor albo autonomiczny lokalizator do wartości sprzętu i sposobu pracy ekipy. Nie wciskamy GPS-u do każdej wkrętarki.
Zobacz monitoring elektronarzędzi